Wyglądam za okno a tam zielono. Nie żeby tak trawa w środku zimy się jaskrawo zazieleniła. Zielono ponieważ po drugiej stronie ulicy na malutkim trawniczku i nieco większym chodniku tłoczy się dwadzieścia pięć postaci w zielonych kubraczkach. Zielone kubraczki wskazują na służby porządkowe mojego miasta. Wszyscy się nerwowo kręcą i podrygują na tym malutkim trawniczku i nieco większym chodniku. Trzymają łopaty, miotły. Zamiatają, walą tymi łopatami w beton chodnika. Żeby było bardziej klarowne - chodnik, który zajmowali w sumie ma długość około 10 metrów dodać jeszcze z pięć metrów trawnika daje razem w sumie 15 metrów powierzchni. 25 osobników na 15 metrów powierzchni daje ni mniej ni więcej 1,6666 osobnika na metr. Nieźle co? Nie ma chyba w tym mieście bardziej wymuskanej, odświeżonej przestrzeni nad tą, którą mam za oknem. Miło z jednej strony, że właśnie przed moimi oknami władze miasta postanowiły w takiej sile i zbiorowym poruszeniu zrobić porządek ale tak sobie myślę, czy to aby nie przesada? Każda z osób ma półtorametra powierzchni do swojej dyspozycji coby na niej zamieść i wyzbierać papierki. Dodam, że uprzednia wersja czyli ta brudniejsza wcale nie była zagęszczona śmieciami niemiłosiernie. Chodnik jak chodnik. Nie wiem co mam o tym myśleć. Niemniej jednak widok był tak radosny, że z wrażenia przeliczyłam wszystkie osobniki i zmusiłam się do wykonania tych misternych wyliczeń, które przedstawiam powyżej. Poza sprzątniętym chodnikiem jest więc dodatkowy efekt zmuszenie moich szarych komórek do większej aktywności. Zapewne jednak nie o to władzom miasta chodziło?
Mar 25