Warszawski Ogród Zoologiczny

Posted by admin on Sunday Feb 8, 2009 Under Przemyślenia

Wybraliśmy się do ZOO. Dawno tam nie byłam. Pamiętam jednak jeszcze te wszystkie wizyty, które miały miejsce jak byłam małą dziewczynką. Pamiętam jak mama oburzona powiedziała, że idziemy stamtąd po tym jak zobaczyliśmy smutne zwierzaki, które na małych wybiegach kołysały się w rytm nieistniejącej muzyki. Wyglądało to tak jakby wszystkie miały chorobę sierocą. To był bardzo smutny widok. Od tamtej pory nie przepadam za miejscami, w których dla przyjemności odwiedzajacych są przechowywane w zamkniętych klatkach biedne zwierzęta.

Teraz poszliśmy jednak do Ogrodu. Chciałam sprawdzić jak tam jest po tych wielu latach. Nie była to może najcudowniejsza wizyta ale jestem mile zaskoczona. Wiele zwierząt ma czyste i w miarę duże klatki. Widać, że są zadbane. Genialny był goryl, który siedział po turecku na gałęzi. Oparł nogi i łapy o szybę. W pozycji kwiatu lotosu siedział wyluzowany i patrzył na zwiedzających. Powstało pytanie “kto kogo obserwuje?” On nas czy my jego?

Oczywiście w porównaniu z parkiem zwierząt, który oglądaliśmy na Teneryfie ogród zoologiczny, o którym mowa ma jeszcze wiele do nadrobienia. Wybiegi dla niektórych zwierząt są stanowczo za małe - na przykład tygrys, który krążył po swojej mikroskopijnej klatce w tą i z powrotem. Nie miał nawet cienia szansy, żeby móc przebiec chociaż dziesięć metrów. Krokodyle, które siedziały w ciasnej, betonowej sadzawce bez szans na możliwość przekręcenia się w niej.

Dużo nauczyć się też muszą odwiedzający. Kompletny brak zrozumienia, empatii. Skoro już te zwierzęta siedzą w tych klatkach i są skazane na życie w niewoli to może warto im tego życia jeszcze bardziej nie uprzykszać? Jeżeli przed klatką, terarium, szybą przewinie się kilkaset osób, każda wyciągnie aparat i błyśnie fleszem po oczach zwierzakowi to naprawdę nie trzeba dużej wyobraźni żeby zastanowić się jakie to musi być stresujące. Flesz to jedno, drugie to takie czerwone kropeczki, które pojawiają się jak aparat łapie ostrość. Siedzi sobie lemur i dostaje po oczach najpierw tymi kropeczkami czerwonymi a potem fleszem. Smutne, że jesteśmy tacy zadufani w sobie i przekonani o swojej wyższości, że dla własnej przyjemności krzywdzimy te zwierzęta nie widząc nawet w swoim zachowaniu nic niewłaściwiego.

Druga sprawa. Na drzwiach jest napisane, że zwierzęta znajdujące się w tym pawilonie nie lubią hałasu i prosi się o zachowanie ciszy. Co się dzieje w środku? Najpierw pierdut drzwiami. Potem wzajemne pohukiwania, darcie się, pukanie w szybę, wrzaski dzieci. Prosty, jasny i czytelny komunikat. Sprawmy razem, żeby te zwierzęta miały przynajmniej minimalny komfort i nie wydzierajmy się tak, że będą podskakiwać z przerażenia. Nie działa. Właściwie dlaczego miałoby działać? Po co zastanawiać się nad tym, czy moje zachowanie może sprawić komuś ból? To takie mało interesujące. Lepiej iść jak taran i generować śmieci, hałas, wrzask i chełpić się swoją “wysoką” pozycją w otaczającym nas świecie. Człowiek brzmi dumnie? Coraz mniej we mnie takiego przekonania…

Tags : , | add comments

Madagaskar 2

Posted by admin on Sunday Jan 18, 2009 Under Film

Byliśmy dzisiaj w kinie na tym filmie. Jak dla mnie naprawdę rewelacja. Lepszy niż jedynka. Zdecydowanie lepszy. Czytałam opinie i po ich przeczytaniu powstało we mnie przekonanie, że nie będzie to powalający obraz. Bardzo mile czuje się zaskoczona. Po pierwsze oczywiście genialne teksty, rewelacyjny dubbing. Bardzo wiele było takich momentów podczas których śmiałam się w głos. Ostatnio rzadko mi się to zdarza więc tym bardziej taki stan był na wagę złota.

Co bardzo mi się podobało? Po pierwsze Król Julian. Gościu jest dla mnie od dzisiaj prawdziwym guru. Tekst “Rozczuliła mnie ta mała, martwa głowa” sprawił, że ryczałam ze śmiechu. Było go znacznie więcej niż w pierwszej części filmu, poza tym ewidentnie ewoluował i wygłosił kilka naprawdę godnych uwagi kwestii. Szczególnie polecam instrukcję postępowania z kobietą. Elektryzujący sex appeal uwolnił z siebie Drogi i Ukochany nie tylko przez swoich podwładnych Julian. Epizodyczna rola Stefana moim zdaniem również zasługuje na uwagę. Co powiedział Stefan nie wiadomo ponieważ szeptał.

Po drugie - Pingwiny. Mądre, cwaniackie, zorganizowane stado uroczych bandziorów, które realizują swoje cele nie zważając na nic. Genialna scena z dobijaniem babci. Myślę, że wiele osób, którym nie bardzo podoba się to, co robi frakcja ukrywająca się pod nazwą “Mocherowe berety” w tym momencie filmu uśmiała się do łez. Uprzedzając złość i zgrzytanie zębami - babcia w swojej roli też była charakterystyczna. Nie napiszę nic więcej, żeby nie ujawniać szczegółów.

Co jeszcze w tej części można będzie znaleźć - kryzys tożsamości u lwa, miłość międzygatunkową ( ale nie zdradzę o jakie gatunki chodzi ), ślub, poszukiwanie indywidualizmu i wiele innych intrygujących rzeczy :-)

Tags : | add comments