Dec 10
Posted by admin on Thursday Dec 10, 2009 Under Śmieszne
Najgorsze jest to, że nic nie mogę zrobić. Mogę tylko stać i patrzeć. Głaskać ją po ręku. Mówić do niej. Być przy niej tyle ile dam radę. Wpadać z opowieściami o świecie, który jest tam za oknem. Nie mogę jednak uratować jej przed tym, co nieuniknione. Nie mam takiej mocy ani możliwości. To boli.
Jun 18
Posted by admin on Thursday Jun 18, 2009 Under Śmieszne
Wysiadam z autobusu. Poranna gonitwa. Lud pracujący tego miasta wraz ze mną tłoczy się dzielnie w ten mały piątek w środkach lokomocji. Za chwilę będzie przystanek na którym wysiadam, żeby przesiąść się do dżdżownicy. Za mną napiera tłum. Czuję na plecach oddech. W pewnym momencie w moje plecy wgniata się coś twardego. To torba wraz z łokciem. Właścicielką tego przybytku jest nie kto inny jak wielka baba. Baba jak kafar ubrana w niebieską kurteczkę. Wyraz twarzy skojarzył mi się z szarżującym bykiem. Oczywiście udało jej się przejść po mnie i takimi małymi ale mocnymi kroczkami zdążać do wejścia tam gdzie rezyduje dżdżownica. Ok a teraz będzie najlepsze. Nie wiem jak to się stało. Mimo, że szarżowała z takim uporem maniaka i kafara znalazła się przy bramkach w tym samym czasie co ja. Na dole posapuje dżdżownica więc koleżanka baby mówi, żeby się pospieszyły to może zdążą się wcisnąć. Baba z miną marsową odpowiada, że nie będzie biegła. Powiedziała to oczywiście z odpowiednio groźną miną. Za chwilę jednak widzę jak zaczyna przyspieszać na schodach. Noga za nogą coraz szybciej. Całe ciało wprawione w ruch zaczyna rytmicznie się kołysać i podskakiwać. Jak góra podskakuje to dół już opada i wszystkie elementy spotykają się mniej więcej w połowie drogi… Hm… nie zdążyły.
Mar 25
Posted by admin on Wednesday Mar 25, 2009 Under Śmieszne
Wyglądam za okno a tam zielono. Nie żeby tak trawa w środku zimy się jaskrawo zazieleniła. Zielono ponieważ po drugiej stronie ulicy na malutkim trawniczku i nieco większym chodniku tłoczy się dwadzieścia pięć postaci w zielonych kubraczkach. Zielone kubraczki wskazują na służby porządkowe mojego miasta. Wszyscy się nerwowo kręcą i podrygują na tym malutkim trawniczku i nieco większym chodniku. Trzymają łopaty, miotły. Zamiatają, walą tymi łopatami w beton chodnika. Żeby było bardziej klarowne - chodnik, który zajmowali w sumie ma długość około 10 metrów dodać jeszcze z pięć metrów trawnika daje razem w sumie 15 metrów powierzchni. 25 osobników na 15 metrów powierzchni daje ni mniej ni więcej 1,6666 osobnika na metr. Nieźle co? Nie ma chyba w tym mieście bardziej wymuskanej, odświeżonej przestrzeni nad tą, którą mam za oknem. Miło z jednej strony, że właśnie przed moimi oknami władze miasta postanowiły w takiej sile i zbiorowym poruszeniu zrobić porządek ale tak sobie myślę, czy to aby nie przesada? Każda z osób ma półtorametra powierzchni do swojej dyspozycji coby na niej zamieść i wyzbierać papierki. Dodam, że uprzednia wersja czyli ta brudniejsza wcale nie była zagęszczona śmieciami niemiłosiernie. Chodnik jak chodnik. Nie wiem co mam o tym myśleć. Niemniej jednak widok był tak radosny, że z wrażenia przeliczyłam wszystkie osobniki i zmusiłam się do wykonania tych misternych wyliczeń, które przedstawiam powyżej. Poza sprzątniętym chodnikiem jest więc dodatkowy efekt zmuszenie moich szarych komórek do większej aktywności. Zapewne jednak nie o to władzom miasta chodziło?
Mar 01
Posted by admin on Sunday Mar 1, 2009 Under Śmieszne
Jan 30
Posted by admin on Friday Jan 30, 2009 Under Śmieszne
Jako, że mam dużo wolnego czasu obecnie obserwuje otaczającą mnie rzeczywistość. Dziś zaobserwowałam po pierwsze śnieżny krajobraz. Znowu zaczął padać śnieg. Jakoś się o tym gazety nie rozpisywały więc ja napiszę. Po drugie podczas delektowania się dymkiem na balkonie zaobserwowałam poruszenie w pizzeri na przeciwko. Jak się okazało zainaugurowali święto pizzy. Pojawiły się baloniki, plakaty, transparenty, taki dmuchany niby balon przytroczony do podłoża i oświetlony lampkami. Słowem szał ciał w wielkim wydaniu… Do tego wszystkiego takie nie do końca wyrośnięte dziewczynki rozdawały czerwone baloniki. Jakoś się okolica mocno za pomocą tej pizzy ożywiła. Nie mam za złe. Nawet miło było wyjść na balkon i popatrzeć na to poruszenie i kolorowe baloniki. W obliczu przytłaczającej mnie ostatnio szarości i ołowianego nalotu na mózgu to było naprawdę przemiłe doświadczenie.
Tak stałam i patrzyłam zastanawiając się jaki efekt odniesie ta cała akcja marketingowa. Okazuje się, że jakiś odnosiła ponieważ grupki ludzi z ożywieniem wchodziły i wychodziły z tej pizzerii - wyraźnie najedzone, bądź w trakcie jedzenia bądź tuż przed. Miło, że się kręci mimo tego słowa na “K”.
Dziękuję też pizzerii za ożywienie mojego krajobrazu… chociaż na chwilę…